Niełatwo jest się pozbyć tak zarozumiałego intruza jakim jest rząd. Ten znacząco spójny twór nie oszczędza sił w swej walce o utrzymanie społeczeństwa w ryzach. Jest on przy tym mocno wspomagany przez tych, którzy liczą na finansowe profity z jego strony.

Tymczasem wolność wszystkich ludzi stoi pod wielkim znakiem zapytania.Poprzez wskazywanie palcami, wymienianie z imienia i z nazwiska czy demaskowanie polityków-oszustów nigdy nie wygra się walki o wolność. W rzeczywistości, praktyki takie mogą przynieść rezultat odwrotny do zamierzonego, gdyż politykom łatwiej przyjdzie wmówienie ludziom, że sama zmiana twarzy w rządzie wystarczy, aby przynieść pożądane efekty. To poglądy muszą ulec zmianie, a jeśli tak się stanie, nie będzie problemu z doborem odpowiednich ludzi.

Dla niektórych koncentrowanie się na ideach zdaje się być nieznośną, długoterminową strategią. Tęskni im się do magicznego guzika, za przyciśnięciem którego sprawy potoczą się lepiej. Wydaje im się, że wszystko zależy od tego, kto w następnych wyborach dojdzie do władzy. Chcą oni wygrać wybory tu i teraz, więc inwestują swoje pieniądze i czas w szyldy, naklejki na zderzaki, zamiast w książki, artykuły, seminaria, czy inne narzędzia edukacyjne.

Tym niecierpliwym przyjaciołom nie udaje się zrozumieć, że politycy rzadko działają poza zasięgiem opinii publicznej. Jeden zamożny patron setki kandydatów przez ostatnie lata wyrażał mi swoją frustrację mówiąc: „Chciałbym móc coś zrobić, żeby choć raz ludzie, których popieram zostali wybrani. Nie będę wtedy musiał stale wydzwaniać do nich żeby się dowiedzieć dlaczego zbierają tak wiele złych głosów i podejmują tak wiele złych decyzji”. Powiedziałem mu, że najefektywniejszą rzeczą jaką może zrobić jest inwestowanie w idee. „Podaruj komuś książkę – powiedziałem – a nie naklejkę na zderzak”.

Przedstawienie argumentów w obronie wolności nie jest krótkotrwałym ćwiczeniem retorycznym, ale wieloaspektowym zadaniem. Przyciąga ono poparcie wielu intelektualnych dyscyplin takich jak ekonomia, nauki polityczne, socjologia czy historia. Wymaga ono wykształcenia wielu cnót osobistych, takich jak: poleganie na samym sobie, przedsiębiorczość, szacunek dla innych oraz ich własności, inspiracja moralna i optymizm w stosunku do dzieła, które wolni ludzie mogą ukończyć. Popiera ono cierpliwą, długoterminową perspektywę, a nie natychmiastową gratyfikację krótkoterminowych obsesji. Do tej listy dodam jeszcze jeden składnik, który wart jest wzmożonej uwagi – odmistyfikowanie rządu.

Zbyt wiele bitew zostało przegranych na korzyść polityków koncentrujących polityczną i ekonomiczną władzę w państwie. A wszystko to za sprawą ślepej – wręcz nie na miejscu – wiary w rząd sam w sobie. Mimo wszystkich jego niekończących się niepowodzeń, rząd ciągle jest uważany jako prawdziwy i rzeczywisty, podczas gdy wolnorynkowe alternatywy są uważane za mgliste i wyimaginowane.

Zbyt wielu Amerykanów uważa, że skoro rząd zapewnia edukację, to może ona funkcjonować tak nieefektywnie – no ale przynajmniej jakiś podstawowy poziom nauczania będzie istniał. Podobnie uważają, że jeżeli rząd zaangażuje się w interes niskodochodowych mieszkań komunalnych, rezultat wprawdzie może być skandaliczny, ale przynajmniej biedni będą mieli gdzie mieszkać.

Permanentnie zadziwia mnie, że od obrońców wolnego rynku oczekuje się gwarancji i perfekcji, podczas gdy rządowi wystarczy, że poczyni obietnice i wykaże dobre intencje. Np. wiele razy słyszałem jak ludzie mówią: „wolny rynek w szkolnictwie to zły pomysł ponieważ gdzieś jakiemuś dziecku może się nie powieść”. Mówią tak, choć w dzisiejszych szkołach milionom dzieci nie powodzi się, a ich edukacja kończy się fiaskiem.

Zadaniem naszym – jako przyjaciół wolnego rynku – jest odwrócenie tych kłamliwych sytuacji. Musimy przedstawiać obietnice rządu oraz upolitycznione społeczeństwo jako mgliste i wyimaginowane. Musimy wyjaśnić korzyści płynące z wolnego rynku i cywilnego społeczeństwa ponieważ to właśnie one są prawdziwe i rzeczywiste. Poza tym, czyż dowody na to nie są przygniatające? Gdzie gonią uciskani ludzie, kiedy da im się szansę – do wolnych czy do socjalistycznych krajów? Gdzie w większym stopniu zwalcza się ubóstwo poprzez produkcję większej ilości towarów, które podtrzymują ludzi dłużej przy życiu i na wyższym poziomie? W którym otoczeniu ludzie osiągają największą satysfakcję i samospełnienie – w otoczeniu zależności i lenistwa czy w otoczeniu polegania na sobie samym i wysiłku? Amerykanie powinni się wstydzić, że w ogóle zadają takie pytania.

Na obronę wolności trzeba będzie jeszcze poświęcić wiele czasu, informacji i edukacji. Król jest nagi; nie trzeba ludzi zachęcać, by zdjęli klapki z oczu i zobaczyli rzeczywistość.

tłum. Agnieszka Łaska
Tekst stanowi część naszej Biblioteki Wolnorynkowej Online… 

Jeśli chcesz przeglądać tą stronę, musisz zaakceptować używanie Ciasteczek. Więcej informacji

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Close